Menu

Szachownica

29 marca 2020 - Felietony

Szachownica

Gdy oddajemy komuś zaginiony portfel, dajemy komuś razem z nim mały podarek: Poczucie ulgi i zbawienia osobie zatroskanej o zagubioną rzecz.


Przypominam sobie, że mój brat w był sytuacji odnalezienia tej bezcennej, osobistej rzeczy. Zauważył na chodniku portfel, który wypadł z torebki pewnej pani. Wsiadała ona z mężem do samochodu. Brat czym prędzej rozpoczął morderczy pościg, za odjeżdżającą parą, a wspomnieć należy, że nie jest on najlepszej kondycji fizycznej. Gdy ostatkiem sił dogonił samochód, został zbesztany za napaść, wydukał tylko niewyraźnie, z trudem łapiąc dech: Zgubiła pani portfel.


Mąż przeprosił, wręczając plik pieniędzy, powiedział, że bez niego byliby zgubieni więc coś mu się należy. Odmówił. Po krótkiej wymianie zdań mój brat zgodził się na jedną rzecz ze sklepu, po kilku minutach dostał do rąk całą sklepową skrzynię, którą ledwo mógł unieść. Podkreślał w tej historii, jaką z pamięci tu przytaczam, jak bardzo byli oni zamożni.


Wyobraźmy, że to właśnie my gubimy komórkę. Przeszukaliśmy cały dom i nazajutrz ktoś nam bliski informuje nas, że nasza zguba na nas czeka. Zapominamy wtedy o Bożym świecie. W podnieceniu czym prędzej wsiadamy w tramwaj i podskokach udajemy się, by zapukać pod wskazany adres. Na miejscu słyszymy: Najpierw czekolada.
Takie zachowanie byłoby chamstwem.
Okazanie, nawet symbolicznej wdzięczności w takich sytuacjach, nie jest moralnym nakazem a odruchem dobrej woli. Rzecz się komuś należy, bo jest jego własnością. W dodatku na zrozumienie zasługuje również fakt, że tacy ludzie bywają zbyt zestresowani, by pamiętać o nawet prostym „dziękuje”. Dziękujemy nie tyle za odnalezioną rzecz, ile za bezinteresowny wysiłek w sprawieniu nam ulgi i w niespodziankę losu

To jest właśnie powód, dlaczego nie dajemy czekolady kierowcom autobusów napominających nas o bagażu lub nie obsypujemy kwiatami ochroniarzom galerii, za pogoń za przestępcą. To wpisuje się w obowiązki ich pracy jako przedstawicieli publicznych, prywatne okazanie im wdzięczności sprawiłoby im tylko kłopot
Zrobiłem, małe zakupy w sklepie spożywczym zostawiając tam moją szachownicę, przeszedłem bez niej parę kroków i po kolejnych pięciu minutach upomniałem się, o to, zostawiłem przy kasie. Usłyszałem „że ma to wysoką cenę”. Kasjerka przesłała dłonią pocałunek w moją szachownicę, na znak, że jest bezpieczna. Wróciłem po nią z pewnych względów (braku gotówki) dopiero nazajutrz z łakociami i listem dla kasjerki, który zamieszczam poniżej.

Szanowna Pani


Długie czekanie przy kolejce „o bardzo ważną sprawę do pani” wprawiło mnie w niepokój i zniecierpliwienie. Sprawiała pani wrażenie osoby, która nic nie wie o mojej zgubie. Byłem przekonany jednak o tym, że moja szachownica jest w dobrych rękach. Dlatego powiedziałem, że nie może mi jej pani nie oddać. Myślałem, że bezpodstawne przetrzymywanie cudzej własności w Pani branży jest uznawane przynajmniej za nieuprzejme, a jej zwrócenie jest podyktowane nie tyle przez obowiązujące Panią prawo sprzedawcy ile przez zwyczajną ludzką uczciwość. Doznałem zdziwienia na wieść, że etykieta klienta upominającego się o swoją rzecz, nakazuje mi niewymuszoną wdzięczność za nie popełnienie kradzieży jeszcze przed zwrotem mojej zguby. W dodatku uznałem, za oczywiste, że moja szachownica jest niezrównanie bardziej cenna niż Pani potrzeba cukru.
Powiedziała Pani: „Spadaj człowieku” dodając, że zwrócenie mojej własności ma wysoką cenę, dlatego w podarku przesyłam, trzy bezcenne słodkości związane z moją szachownicą.

Crosanty. Przysmak dziecka po pobycie w szpitalu, które we mnie tkwi. Marzyło ono o własnej szachownicy w przerwie między operacjami. Crosant był pierwszą słodkością po długim korzystaniu z kroplówki.

Chałwa. Podzielam z panią zamiłowanie do tego przysmaku. Podobno zdobywcy szczytów cenią ją sobie za względnie wysoką wartość energetyczną w bardzo małej objętości. Górskie wycieczki pozostaną na zawsze w mojej pamięci moim dumnym podbojem po odzyskaniu sprawności w chorej nodze. Szachownica została kupiona w Zakopanem przez moich rodziców w prezencie.

Cydr. Ulubiony napój wyskokowy do imprezowych posiedzeń przy grze z przyjaciółmi i oglądaniu prezentacji partii wielkich mistrzów. Gdy marzenia i pierwsze partie z tatą stały się pasją dorosłego młodzieńca.


Pani życzliwość była podyktowana „ceną” więc nie będę kłamał, że w niniejszej transakcji nie kieruję tu się wyłącznie moim własnym, egoistycznym interesem. Chusteczkami, które dziś tu kupiłem, zetrę pani pocałunek z mojej szachownicy.

Pani były pani klient.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *