
Mało pojawia się na moim blogu na tematy stricte bieżące, ale dziś napotkałem coś, co mnie ujęło i zaimponowało. Japonia w ramach miłego gestu stworzyła satyrowe archetypy wszystkich państw członkowskich w postaci samurajów w stylu anime.
Jestem osobą raczej przelotnie zapoznaną z japońskim filmem i anime. Jednak na tyle, by wyciągnąć z Japońskiej siódmej muzy pewną esencję. Mianowicie mnie jako zachodniego odbiorcy uderza pewne przerysowanie cech postaci w japońskich filmach. Na przykład jeśli postać z anime się gniewa, robi to całym sercem. Robi to niczym jak wariat lub szaleniec. Jeśli pojawia się śmieszek, to nawet wypowiedzi neutralne są u niego wypowiadane z głupkowatym uśmiechem. Natomiast doświadczony starzec wszędzie potrafi skwitować rozmowę jakąś tajemniczą metaforą. W zachodniej kulturze takie zabiegi są raczej subtelnie. Nawet jeżeli mamy do czynienia z postacią w sposób oczywiście zepsutą moralnie lub nieskalanie czystą zależy nam o wiele bardziej na ukazaniu jej wewnętrznej złożoności.
Japończycy zwykli ujmować siebie bardziej w kontekście roli jaką pełnią w społeczeństwie. Japońska groteska nie polega na krytyce indywidualnych przywar, ale głównie na niewłaściwym odczytaniu swojego miejsca w społeczności. Stąd japoński samuraj w anime może być wzburzony plamą na honorze do absurdu, ale śmiech wzbudzi tylko jeżeli nie ma ku temu żadnego poważnego powodu. Wynika to ze specyfiki Japońskiej kultury, której nie będę tu szczegółowo omawiał. Chciałem przez to przekazać, że te postaci anime przedstawione z sentymentalnym żartem tak świetnie nadają się do przedstawienia różnych krajów w kontekście stereotypów utrwalonych w międzynarodowych społeczności. Każdy samuraj chcę być dumnym wojownikiem, ale jego błędne odczytanie, tego jak widzą go inni, skutkuje celnym ukazaniem jego narodowych kompleksów.
Każdy olimpijski samuraj ma swój unikatowy charakter, ulubione jedzenie, hobby oraz techniki walki, i słabości. Co może budzić skojarzenie z fabularnymi grami, w których postaci są grywalne w formie kart, co tylko potęguje wrażenie groteski. Amerykanin samuraj to Justin. Młody chłopiec w przesadnie potężnej zbroi lubujący się w hamburgerach. Potężny, a zarazem najmłodszy z największych państw- tzw. wielkiej ósemki. Z kolei słabością Francuza -na ten przykład- jest angielski, co wie każdy obcokrajowiec odwiedzający ten kraj.
Z jaką dbałością są ukazane różnorodne narodowości, można bardzo dobrze zobaczyć na naszym przykładzie. Nawet nie dlatego, że Japonia jako j kraj jest tak od nas odległy i fundamentalnie różny, że nawet drobna celność w obserwacji jest z jego strony już w punkcie wyjścia niebywale imponująca. Polak samuraj jest w mojej opinii bardziej polski niż w naszych dowcipach o sprośnym, sprytno- głupim lekkoduchu o mocnej głowie wychodzącym obronną ręką z objęć szatana rozumiejąc jego zadania po swojemu.
Tomaszewski to przyjazny młodzieniec ubrany w kumishumo utrzymanej w konwencji strojów ludowych. Bo choć niektórzy z nas woleliby zobaczyć zbroję ō-Yoroi o prężnych skrzydłami husarii, to dzisiejszy typowo polski strój uświadczy się nie w muzeum, a na przaśnych ludowych przyjęciach lub mijać tego górala z ciupagą o zawadiackim kroku w drodze na Gubałówkę.
Jego ulubionym daniem jest bigos. W japońskich klasach na święta w ramach zapoznania studentów z naszą kuchnią na stołach króluje jabłecznik jako słodkość eksportowa. Bo nasze babcie mają częściej dłonie brudne od mąki niż od lepienia pierogów, które z nazwy mogą być tylko „Ruskie”. Placek nie jest nawet u nas w dodatku typowym daniem śniadaniowym tak jak francuskie rogaliki. Choć kiszone ogórasy uchodzą wśród naszych sąsiadów za dziwactwo to typowym polskim posiłkiem – jak zwykł mawiać mój brat- dobrym na śniadanie obiad i kolacje jest właśnie bigos.
Nasz rodak potrafi być zarazem nieprzystępny, ma ostry język i dogadanie się z nim wymaga czasu. Nie jest to bezpodstawne. Każdy z nas potrafi wyobrazić sobie przysłowiowego wujka, który mądruje się głośno na rodzinnych spotkaniach. Za to warto zacieśnić relacje z Tomaszem, ponieważ włożony w to trud wysiłek jest wynagrodzony bliską przyjaźnią charakteryzującą się szczerą bliskością.
Jego wadą nie tak jak byśmy my powiedzieli „skłonność do narzekania”. Choć jest to całkiem poprawna intuicja, Japończycy skłonni byli zauważyć, że wynika to z czegoś głębszego. Mianowicie z „obawy przed byciem wyśmianym”. Uważam, że jest to dobrze umotywowana obserwacja. Polak tak bardzo chcę być brany na poważnie i podtrzymać swój dobry wizerunek, że trudniej niż innym jest przyznać mu się do błędu. Śmiech innych rzadziej jest brany pod uwagę u niego jako pobłażliwy uśmiech podpowiadający mu przyjaźnie jego wady. Widzi to jako znak upokorzenia. Zakładam, że nasze słynne poniekąd narzekanie jest tylko formą reagowania na sytuacje uderzające w naszą godność.
Nieco utożsamiam się z takim obrazem, choć z reguły nie jestem skory do doszukiwania się podobieństwem między mną a utrwalonym w świadomości przedstawieniem typowego Polaka. Zwłaszcza jeśli ten jest okraszony rubasznym humorem. Lubię przebywać w dużym gronie, ale przeważnie jako zapalczywy dyskutant kończę, trzymając się na boku imprezy, tocząc swoją małą batalię z zamiłowania prawdę. Co z zewnątrz wygląda innym na kłótnię. I jeśli obcokrajowiec by sobie ze mnie zażartował, przypominając sobie ulubione danie Tomaszewskiego, zacisnąłbym swoje rączki Niczym kierowca ciężarówki „Respect US” równie delikatne jak moje podniebienie, bo prawda jest taka, że nie cierpię bigosu!
Jego hobby jest za oglądanie dramatów wojennych. Nie mam obycia z tym konkretnym gatunkiem, ale jest to powszechną wiedzą, że ekranizacje powieści Sienkiewicza to nasze rodzime klasyki naszego rodzinnego kina. Sam jako dziecko bawiłem się z kolegami w „Czterech Pancernych”. A z moich niewyraźnych wspomnień wynika, że mój dziadek szczególnie upodobał sobie szczególnie filmy dokumentalne o militarnie stronie II Wojny Światowej. Wiele Polaków czuję dumę z walecznej historii. Do tego stopnia, iż obchody rocznicy Powstania Warszawskiego oscylują na granicy kontrowersji, będąc zdaniem wielu zbyt radosne na tragizm ludzkiej śmierci.
Ten groteskowy portret typowego Polaka ma swój gorzki posmak. Jeśli utworzono by anime o perypetiach relacji krajów Europy, to Polak z Węgrem przy szklance dogadywali, się by jak bratanki. Byliby zarazem bracia to bardzo kłótliwy względem innych. Oburzając się na rady innych Samurajów. W ten sposób Tomaszewski źle rozumiejąc pojęcie, godności określa demokrację po swojemu. Nie przyznaje się do ciemnych kart historii (ustawa dotycząca IPN o zbrodniach Polakach na narodzie Żydów), ponieważ historię egzaltuje z dozą właściwej sobie mitomanii o czystych moralnie bohaterach. Sceny w takim anime byłyby pełne nieskąpych w środkach obruszeń Tomaszewskiego z resztą w tle, która rozgląda się po sobie porozumiewawczo, szukając wzrokiem podpowiedzi: Czy podchodzić do niego z troskliwą pobłażliwością zaufania? Tupie na nas nogą. Ma pewne poczucie honoru, ale nikt mu nie wytłumaczył jego źródłowego sensu.
Tak się maluje stereotypowy Polak. Przyjazny, przewrażliwiony niefrasobliwiec. Polecam uśmiechnąć się do niego tak jak reszta. Bo patrząc oczyma Japonii, przydałoby się nam nieco dystansu i samokrytycyzmu. Tylko tak zachowamy swoją twarz, o którą tak desperacko zabiegamy.
Źródło
https://world-flags.org/europeanunion/poland.html?fbclid=IwAR2MRUDYuGgGNaW5Xun30IJQNzyE3KY8cFMzGdAuQvJtLJneP-rm9iM30dw