
Źródło: https://solarsystem.nasa.gov/resources/285/the-milky-way-galaxy/ *
*
W przeciwieństwie do wielu nie twierdzę, że za moimi słowami stoi Bóg
Ja tylko chciałbym poczuć jak bardzo Droga Mleczna może mnie zwalić z nóg.
*
Są takie kwestie, na których tematy ludzie uroili sobie, że lepiej się nie wypowiadać. Nie na w Internecie nie przy stole. Jeśli nawet, to grzecznie, tak aby nie eskalować konfliktu. Trudno, dla mnie o bardziej przewrotną w swojej zafałszowanej trosce moralność. Jest to niczym innym jak tylko znormalizowaną manipulacją. Jest ona ugrzecznioną formą absolutnego nakazu: Siedź cicho, nikogo Twoje zdanie nie interesuje.
Zarazem jednak wymaga się, aby mieć tzw. Własne zdanie. Żyć tak, aby szczęśliwym, być sobą. Myśleć, co się chcę, wierzyć, w co się chcę i kochać kogo się chcę. Innymi słowy, egzystować sobie po swojemu, byle nie innym. Inni to Twój kolega z pracy lub babcia na rodzinnym spotkaniu. Innym tylko prowokujesz i psujesz dobry smak. Żyj sobie w ukryciu, by nikt inny nie wiedział, kim jesteś i co myślisz. Czyli bądź sobie w zgodzie z samym sobą w nowoczesnym liberalnym społeczeństwie, w jakim pielęgnuje się zachowanie swobód, jakie składają się na sumienie jednostki. Zarazem tak jak SIĘ od Ciebie wymaga: Dokładnie tak, aby nikt nie widział Cię w sposób, w jaki sobie istniejesz. Egzystuj sobie jak chcesz, a nam po naszemu. I tak od podszewki ze sfery prywatnej kładzie się na Ciebie presję. Nie dyskutujesz prywatnie to i nie dyskutujesz publicznie. W tej cudownej debacie publicznej gdzie każdy ma wolny głos. Obrońcy statusu quo liczą najbardziej na „pożytecznych uciszaczy'” dla „świętego spokoju bez głośnych idiotów”. Nie ma znaczenia co myślą, bo Ci tak naprawdę nie wyznają niczego. Ważne tylko, że zawstydzają i zachęcają do bierności. Idzie wszystko po myśli tym, którzy nie chcą być zahukani protestami przeciw sobie. Wszakże do chodzenia nie potrzeba dodatkowej pary nóg, by szły razem z nimi, a rąk, które odepchną im z nogi tych co trzymają znaki stop.
Nie zawsze jest dobrze podnosić coś znikąd, gdy danego spotkania temat nie dotyczy. Nie dotyczy gdzieś nikogo, ani Ciebie. Wtedy naturalnie nikt by „nie zapytał”. Czasem podniesiesz głos, że nikt się z Twoim zdaniem nie liczy, „ale to ty dzwonisz”. Tylko o pewne rzeczy nikt nie zapyta i wtedy sam rzeczywiście musisz chwycić za słuchawkę. Wtedy gdy nikt nie zapyta czy chcesz gdzieś iść, powiedzieć lub coś zrobić. Czasem masz powiedzieć, że dziękujesz za zaproszenie na techno imprezę, a czasem zmówić ojcze nasz w Kościele. To tu, to tam. Dla spokoju. A potem nie wyjdziesz z domu, w którym „masz siedzieć i się nie obnosić” bo na drodze do politycznego protestu zbyt wiele jest odcisków do nadepnięcia. I tak o to w tym życiu w domu po swojemu, dla spokoju zapomnisz w końcu, że Ty też nie pytałeś nikogo o zdanie jak Ci mają układać życie. Bo to święte zdanie nie wymaga zapytania. Ot, tak. Nie trzeba się zapytywać w środku. Ktoś zapytał wcześniej co jest normalne, a co nie na miejscu i wszystkie odpowiedzi są już gotowe. Poza Tobą.
Dlatego właśnie mam dosyć. I będę tu pisał, aby się wyżyć, a może przy okazji zrobię coś dobrego. Będzie o antysemityzmie, Kościele, pedofilii, feminizmie i władzy.
Ale po co? Na co Ci to potrzebne? To pytanie zasługuje na jedną odpowiedz: A dlaczego by nie.
I jeśli ktoś myśli, że lepiej, aby na żaden z tych tematów nie pisał. To pamiętajcie, że tego kogoś nie pytałem.