Menu

Wodogrzmoty Małe

1 stycznia 2017 - Felietony

Pamiętam pierwszy serial, który oglądałem. Dr House był dobrym serią. Postaci, z którymi można się było zidentyfikować oraz polubić, pociągające momenty oraz dylematy, między innymi moralne, które widz mógł przemyśleć. Jednak miał jeden mankament, który sprawił, że go nie dokończyłem. Rutynę. Ile można z równą dozą przeżywać tragedię ciężko chorych bohaterów. Dr House był jak dla mnie zbyt statyczny, jako serial, jak i bohater. Przez pierwsze kilka odcinków było można przewidzieć jak postaci, będą zachowywać się przez resztę odcinków.

Co sprawiło, że postawiłem Wodogrzmoty Małe obok popularnego serialu? Kreskówka, kierowana między innymi do dzieci jest moim zdaniem lepsza niż mój pierwszy serial.

Wodogrzmoty Małe są wszystkim tym, czego nie spodziewalibyście się po kreskówce, to Breaking Bad wśród filmów animowanych. Choć bohaterowie są przedstawione w 2D, to równie wielowymiarowa może być tylko teoria strun (teoria zakładająca, że wszechświat ma jedenaście wymiarów).

O czym jest moja ulubiona bajka? Młode rodzeństwo w czasie wakacji trafia na tytułową wieś. Dipper uosabia w sobie realistę o badawczej naturze i Mabel rozentuzjazmowaną marzycielkę. Zamieszkują oni „W tajemniczej Chacie” u ich wujka Stanley Pines. Kanciarz zarabiający na turystach zwiedzających atrakcje jego domu. Dipper przypadkiem odkrywa księgę, opisującą dziwne anomalie oraz paranormalne zjawiska. Jaką tajemnicę skrywają przed nami Wodogrzmoty Małe? Odcinek za odcinkiem, wygłupy Mabel za wygłupami, oszustwa Stana za oszustwami, potwory za potworami wszystko przywodzi nas odkrycia zagadki. Precz z tandetnymi horrorami. Wyobraźcie sobie sugestywną kreskę o nasyconych kolorach z komiksową estetyką, przestawiająca upiornie stworzenia. To, co właśnie lubię jako goth to nie przesuwanie się jedynie po powierzchni, ale właśnie zapoznanie się z misterium mroku. Bo choć większość istot w kreskówce jest zabawnych, to niektóre są dziwaczne i budzą na twarzy wyraz oniemienia. To, czego nie ma w sobie groza niskiego pokroju to polot fantazji, którego nie zabrakło twórcom serialu. Do wszystkiego jeszcze humor. W jednym z odcinków Mabel wybiera się na koncert Boysbandu, oczywiście nie wierząc w komercyjność zespołu. Odkrywa, że jej muzyczni ulubieńcy są tak naprawdę grupą klonów wyprodukowaną w probówkach.

Brzmi prosto jak szkolna recenzja, wiem, ale trudno jest pisać rozległym językiem, gdy ma się świadomość, że ktoś mógłby mnie brać za sentymentalnego nastolatka. Zadajmy sobie pytanie? Wśród produkcji pozujących na odkrywcze pozujących na arcydzieła z poważnym klimatem, które przykrywa głupota i płytkość bohaterów co może zaoferować nam emocje oraz poruszające momenty? Nie wiem, o czym myślą pisarze banalnych scenariuszy, ale Wodogrzmoty Małe to kreskówka, która nie potraktuje was jak dzieci.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *