Menu

Medytacja

15 października 2016 - Felietony

W pewien piątek miałem bardzo ciekawe doświadczenie. Mianowicie byłem na spotkaniu z przyjaciółmi. Przed całym wydarzeniem poprosiłem jedną z osób, aby zgrała do swojego telefonu zdjęcie mięty i jakąś piosenkę z ostrym basem. Gdy doszło do spotkania, usiedliśmy na spokojnie i wtedy wyjaśniłem dwójce znajomych jaki mam w tym cel. Powiedziałem, że w pewnym eksperymencie David Hume udowodnił, że fale dźwiękowe o niskiej częstotliwości w połączeniu z odpowiednim zdjęciem wywołują wrażenie zapachu. Poleciłem mojej przyjaciółce, aby blisko przyglądała się zdjęciu mięty i słuchała basowej muzyki, a na mój sygnał podkręciła regulator głośności do samego końca. Przez pewien czas dziewczyna siedziała w skupieniu, podkręciła regulator, tak jej poleciłem i po chwili zaczęła się śmiać ze zdziwienia. Udało się. To samo powtórzyłem z drugą osobą, jednak tym razem jej nos pozostał niewrażliwy, jakby kogo kogokolwiek miało dziwić to, że ktoś nie czuję nieistniejącego zapachu. Moja kumpela trwała w oniemieniu, wtedy zrozumiałem, że czas najwyższy wszystko im wyjaśnić. To ściema — Powiedziałem. – Bas wcale nie wywołuje wrażenia zapachu to efekt placebo, siła sugestii. Czym jest efekt placebo? Otóż jest to znany w medycynie fenomen, polegający na tym, że pacjentowi podaję się obojętnie chemicznie substancję (niemającą znaczącego wpływu na organizm) i okłamuje się ją, że dostała prawdziwy lek. Skutek? W odpowiednich warunkach i przy odpowiedniej sile sugestii pacjent rzeczywiście powraca do zdrowia. Efekt placebo ma potencjał w leczeniu depresji, nałogów, fobii, a również ma wpływ na… odczuwanie nieistniejących zapachów. Całą sztuczkę podpatrzyłem w jednym z filmów z serii „Eksperymenty Derrena Browna” (Polecam.) Przez jakąś chwilę rzeczywiście czułem się tak jak on, ponieważ nie tylko udało mi się wywołać efekt placebo, ale również przewidzieć na, którą osobę on nie zadziała, a na którą, tak. Ludzie mają różną podatność na siłę sugestii, na sceptyków charakteryzujących się chłodnym rozsądkiem efekt placebo działa słabiej niż na osoby wrażliwe. Znałem te osoby, dość dobrze więc nie było to nic trudnego. Czy ja byłem na tyle sugestywny, czy moja przyjaciółka była zbyt łatwowierna? Z pewnością nie mi to rozstrzygać.

Piszę o tym, ponieważ według mnie efekt placebo oraz ten mały eksperyment pokazują jak silny i niezwykły potrafi być nasz umysł. Tylko zwróćmy na to uwagę, całkiem zdrowi ludzie mogą przez moment w odpowiednich warunkach poczuć się jak schizofrenicy, którzy odbierają nieistniejące bodźce. Zatrzymajmy się przy tym na chwilę i zadajmy pytanie. Skoro nasza własna wiara potrafi wpłynąć tak mocno na nasz odbiór rzeczywistości to, jak potężny może mieć ona wpływ, na nasz umysł? Na nasze obawy, pewność siebie oraz rozwój osobisty? Według mnie ogromny. Każdy z nas zna to z doświadczenie. Niekiedy mamy poczucie, że naszym życiem steruje jakaś ogromna machina. Czasem jesteśmy tacy i zachowujemy się w ten sposób, choć wcale nie chcemy tacy być.

Przez długi okres towarzyszyło mi to uczucie, miewam je nawet do dziś. Poczucie, że jestem tylko obserwatorem własnych poczynań, podczas gdy wszystkie plany, wizje marzenia, tkwią w mojej głowie jak utopia schowana głęboko w szufladzie, która umila mi tylko czas przed zaśnięciem. Po pewnym czasie w zagłębiania się w mój problem i to, kim jestem. Czytania literatury popularnonaukowych, poznawania ciekawych, postaci z literatury oraz filmów. Ogółem po czasie intensywnego myślenia i doświadczania sumy moich przeżyć. Zostałem pochłonięty całkowicie nową wizją człowieka, do której teraz dążę. Człowieka jako koordynatora swojego umysłu, osoby niepoddającej się emocjom, na którą poczucie rezygnacji, nie ma wpływu, bez niskiej pewności siebie. Chciałbym być osobą postępującą w sposób racjonalny, logiczny. Pragnę mieć sposób myślenia oparty na postawie naukowej. Wierzę, że nauka może być, stanowić dla każdego rodzaj osobistej filozofii, ponieważ każdy, może w sposób logiczny odróżniać prawdę od fałszu. Dla człowieka charakteryzującego się postawą naukową, w momencie niewiedzy stanem wyjściowym jest zawsze sceptycyzm, a jego sfera emocjonalna nie ściska gardła zdrowego rozsądku, nie dopuszczając go dogłosu.

Nie chcę brzmieć jak Joseph Murray, który uważa, że zna perfekcyjną receptę na życie rozwiązującą w prosty sposób wszystkie nawet największe problemy.
Usiłuje tylko powiedzieć, że jest pewne narzędzie, które może pomóc uzyskać nową perspektywę. Medytacja.

Zanim jednak przejdę do meritum tekstu, zaznaczę, że nie chodzi mi tutaj o medytację powiązaną z religią lub medytację transcendentną, ponieważ są one niekoniecznie przydatne. Skuteczność samej medytacji uważności (wyróżnia się kilka rodzai medytacji) jest poparta badaniami, propaguje ją również słynny filozof, dr neurobiologii oraz sceptyk Sam Harris. Na końcu tekstu zamieszczę linki do dwóch źródeł.

Czym jest medytacja? Można ją najprościej ująć jako stan uważnego przeżywania aktualnego momentu bez koncentrowania się na swoich myślach i emocjach. Można pomyśleć: Kto nie przeżywa danego momentu, przecież nikt nie żyje nigdzie indziej niż właśnie teraz. Problem polega na tym, że jako ludzie jesteśmy inteligentni. Mihio Kaku zdefiniował inteligencję jako zdolność wizualizacji i poprawnego przewidywania przyszłości. Według mnie jest całkiem to całkiem zgrabna definicja, ponieważ wszystko to, to co czyni nas ludźmi, skupia się właśnie w tym aspekcie. Weźmy na przykład pod uwagę lot na Księżyc, trzeba było poprawnie skonstruować rakietę i obliczyć trajektorię lotu, aż w końcu wszyscy zgodnie stwierdzili, że jeśli wszystko pokryje się z teorią uda się wylądować na księżycu. Udało się, ponieważ naukowcy poprawnie przewidzieli przyszłość. Wszystko, co robimy, opiera się na zdolności przewidywania, malowanie obrazów, liczenie, pisanie, każda drobna rzecz. Inteligencja jest nie tyle ile umiejętnością, co cechą, ponieważ nie włącza się ona jedynie w interakcji z problemem, inteligentni jesteśmy cały czas. Z tego tytułu ponosimy konsekwencje. Mianowicie przez ogromną część naszego życia, skupiamy się na przyszłości lub martwimy się minionymi wydarzeniami, a większości nasze myśli są negatywne i odbijają się na naszym samopoczuciu. Tymczasem wszystko, co tak naprawdę posiadamy to ten moment.

Medytacja jako aktywne przeżywanie nie wyznacza celów, bo cel sam w sobie jest zagadnieniem ściśle związanym z przyszłością. Nie oznacza to jednak, że jest ona pozbawiona korzyści. Jednym z nich jest to, że rzadziej poddajemy się negatywnym emocjom. Gdy jesteśmy zdenerwowani, identyfikujemy się ze swoim gniewem. Mamy poczucie, że jesteśmy tym samym, co nakazuje nam szybko oddychać, krzyczeć lub rzucić poduszką w ścianę. Tłumimy w sobie te chęci jednak stan, w którym jest nasz organizm, przekłada się na nasze myśli. Rozmyślamy nad powodami, dla których jesteśmy zdenerwowani, co przytrzymuje u nas na dłużej negatywne emocje. Choć nie jest to do końca zrozumiałe, to mam nadzieję, że rozjaśni to się, gdy spojrzymy na stres. Ze stresem zmagają się wszyscy nawet ci, którzy mają ponadprzeciętne zdolności. Być może dlatego, że nasz umysł nie jest przystosowany do wykonywania skomplikowanych zadań przed publicznością. Możemy być pewni siebie, mając coś opanowane do perfekcji, mimo to zawsze będziemy słyszeć w sobie stres, który nakazuje nam uciec z egzaminu lub pędem schować się za scenę. Nie utożsamiamy się z wewnętrznym głosem, bierzemy głęboki wdech i mówimy sobie To tylko emocja. Nasze myśli nie są tożsame z emocją, co już jest jakąś delikatną formą medytacji. Co, jeśli podobnie może być se smutkiem?

Podczas medytacji zdałem sobie z tego sprawę. Usiadłem rozgniewany do medytacji i po jakichś piętnastu minutach nadal odczuwałem coś, co nakazuje mi krzyczeć z tą różnicą, że moje myśli pozostają przy tym całkowicie neutralne. Tę chwilę zapamiętałem jako jedną z najpiękniejszych w moim życiu, ponieważ zdałem sobie sprawę, w jaki sposób mogę funkcjonować moje myśli, a szczęście może pochodzić z mojego wnętrza. Od tej pory odczuwam gniew tylko krótkimi interwałami, jestem spokojny od razu od po zaistniałej sytuacji Stałem się koordynatorem umysłu.

*

Przed medytacją polecam zapoznać się materiałami Adama Bytofa, bo sam nie jestem na tyle zaawansowany, aby udzielać wam wskazówek. Nikogo chyba nie przeraża obsługa Googla :)

Jedno ze źródeł badań
http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,403170,naukowcy-tlumacza-dlaczego-medytacja-korzystnie-wplywa-na-psychike.html

Materiał Sama Harrisa

2 myśli nt. „Medytacja

gently

Chyba zacznę medytować.

Odpowiedz
KrzywiK

Świetny materiał. Słyszałem, że masz natłok pomysłów a tu dawno już żadnej notki nie było. 🙂

Pozdrawiam!

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *