Menu

Coś Osobistego

27 listopada 2016 - Felietony

to prawda:

ból i cierpienie

sprzyja

tak zwanej

twórczości artystycznej.

 

gdybym mógł decydować

nigdy bym sobie

nie wybrał

tego cholernego

bólu

i cierpienia

ale one jakoś same

mnie znajdują.

 

a honoraria

wciąż

wpływają.”

 

Charles Bukowski

 

Jestem początkującym blogerem. Początek, (Och, niedoceniona potęgo truizmu.) jest pełen narzekania. Pierwsze polubienia zbiegły się do mnie jak mrówki do ciastka. Nie jest to duże osiągnięcie, jeśli zdasz sobie sprawę z tego, że byli to moi znajomi. Ma to jednak swoje zalety. Większość osób tego nie przeczyta, więc nie odczuwam na sobie, tak dużej presji. Zanim zaleje mnie hejt, krytyka lub pochwały. Nim będę odczuwał strach przed serią z karabinu maszynowego strzelającego pociskami, jak i kwiatami z okna komentatorskiego będę miał tych kilka dogodnych momentów, na coś bardziej osobistego.

Jestem blogerem. To oznacza, że muszę powstrzymywać się przed popadnięciem w próżność, by za chwilę zbić swoje pomysły po twarzy, kastetem wątpliwości. Mimo to wiem, jakie jest jedno z najbardziej poruszających rozpoczęć opowieści. Poruszających, ponieważ zawsze zapowiada ono, najbardziej zwariowane, zabawne i nieprzewidywalne historie, z którymi można się łatwo zidentyfikować.

„Nie byłem, aż tak pijany”.

Niestety to wprowadzenie czasem oznacza też historię smutną, a to jest właśnie ten moment. Nie robiłem nic ekscentrycznego, czego nie robię zwykle. Tańczyłem pogo, gdy puścili AD CD lub Metallice, włączając w taniec te wszystkie dziwactwa, jakie robię zwykle. Nie było nic szczególnie irytującego, to, że kelnerka nie przynosiła łyżeczki do kawy zostawmy w dziale moje (na zawsze) skryte frustracje. Miałem te same myśli, które ma każdy uczestnik czyichś urodzin. Jak się wkręcić w imprezę i trwać z nowo poznanymi znajomymi przy ich nostalgicznych momentach, by jednocześnie nie sprawiać wrażenia kogoś, kto wydaje się być przy jubilacie jedynie dla pozy? Nie narobiłem sobie wstydu, jeśliby pominąć dwa przewroty przy pogo, co mogło się wydać nazbyt ekscentryczne. Miałem kilka udanych momentów. Jakiejś zakochanej osobie, której dawano różne rady, powiedziałem „W uczuciach nie ma nic mądrego, możesz słuchać rad za i przeciw ale wszystko ostatecznie sprowadza się do tego, czego potrzebujesz”. Jakaś dziewczyna zwierzyła się, że ma indywidualne nauczania oraz przyjmuje antydepresanty. Po długiej wypowiedzi odezwałem się „Nie ogarniam wszystkiego, co powiedziałaś, ale pomyśl sobie, że też przyjmuje leki, ale mam coś zupełnie z innej strony. Odczuwam taki zachwyt, że to mnie paraliżuje i muszę brać leki na uspokojenie. Chciałbym powiedzieć, że mi Ciebie żal, ale nie odczuwam smutku, czuję niekiedy, że to mnie czegoś pozbawia. Nie potrafię sobie nawet wyobrazić, jak to jest być smutnym. Pomyśl sobie, że w promieniu 100 000 lat świetlnych (tyle liczy sobie Droga Mleczna) najprawdopodobniej nie ma żadnej inteligentnej cywilizacji. Twoje życie jest wyjątkowe na dosłownie astronomiczną skalę. Możesz to wszystko przeżywać, właśnie teraz. Nie kończ z życiem” Jak bardzo to było udane, zapytacie? Na tyle, aby nie chciała, by mi przerwano. Potem usiadłem razem z kilkoma osobami, mówiły wspólnie, abym się nie poświęcał bez potrzeby, znalazł osobę, która o mnie zabiega. Zachodziłem w głowę, czym sobie zasłużyłem, aby zwrócono na mnie, aż taką uwagę.

Od początku imprezy zwróciłem uwagę na pewną dziewczynę, nie można było jej przeoczyć. Mówiła głośno, była pełna zachwytu. Ktoś mógłby o niej pomyśleć jako o marudnej pustej blondynce, bynajmniej nie miałby on racji. Większość osób przy stole myślała pewnie o tym, kiedy impreza się rozkręci lub o tym, jak jest tu razie drętwo z miną Niekrytego Krytyka mówiącego „Ja to bym zjadł batona”, przynajmniej takie miałem wrażenie. Tymczasem ona rozweselała towarzystwo, byłem tak pewien chęci powiedzenia jej, jaki jestem pełen podziwu jej otwartości… że powiedziałem jej to. Zwykle to takie właśnie osoby, są najbardziej wrażliwe. Wyszedłem na balkon i zobaczyłem jak płacze. Nie mogłem nic zrobić. Zostałbym potraktowany jako kolejny z pijanych przygłupów, którzy wtrącają się w cudze problemy z garścią truizmów i napompowanym ego jak psychoterapeuta, zapomniawszy o efekcie potwierdzenia i błędach poznawczych. Rozkleiłem się. Nie potrafiłem sobie wyobrazić smutku, zastanawiałem się, co to znaczy się wzruszyć lub współczuć. Jeśli komuś mówię „Żal mi Cię” to kłamię. Posługuję się tymi słowami, ale u mnie znaczę to, że o kimś intensywnie myślę, przeżywając silne napięcie nerwowe. W tamtej chwili byłem paradoksalnie jedną najsmutniejszych osób. Zwierzyłem z tego mojemu przyjacielowi, on tylko powiedział, żebym skończył. Miał rację, bo po chwili ta dziewczyna znów była szczęśliwa. Mimo to trudno było mi się pozbierać, po jakimś czasie to zrobiłem. Gdyby ktoś wtedy sfilmował mnie osuwającego się o ścianę, dostałbym nominacje do Oskara, za tę scenę. Nie chodzi tu jednak o mnie. Są osoby, które mogą być bardziej wrażliwe ode mnie, osoby w depresji, w dodatku bardziej wcięte. Chciałbym powiedzieć, żeby wszyscy kłócili, krzywdzili się gdzieś indziej, ale nie możliwe jest wymagać, by mówił „Powiedziałbym Ci coś nie miłego, ale zrobię to imprezie, popsułbym nastrój stu innym osobą” Jestem osobą chorą z zachwytu, która przeżyła swój największy smutek. Nie przypisujcie zbytniej wartości emocjom. Czy jeśli nie byłbym w tamtym momencie smutny, to nie miałbym takich samych myśli? Jestem pewien, że nie. Emocja to tylko forma. Widzę niekiedy osoby silnie pogrążone w swoich emocjach i miewam wrażenie, że nie posiadają oni wolnej woli, bo każdy ich wybór jest determinowany przez emocje, na które nie mają wpływu.

Jeżeli na kolejnej wielkiej imprezie poczęstujecie mnie za alkoholem. To ja podziękuje. Jestem zbyt wrażliwy.

Jedna myśl nt. „Coś Osobistego

KrzywiK

Dobra. Włączam się do dyskusji.

Zdecydowanie najlepszy tekst na blogu. Co do przedmówcy… Od tego są tradycyjne media by przekazywać nam informacje pozbawione emocji i prawdy co często gęsto robią. Pozostawmy twórcy możliwość uwznioślenia do formy sztuki ulotnych emocji płynących bezpośrednio z życia. Właśnie takie momenty jak opisany w tekście smutek przytrafić mogą nam się w życiu częściej niż uderzenie w pancerną brzozę podczas przelotu rządowym samolotem. I są o wiele więcej warte. Kwintesencją blogów takich jak ten jest subiektywna ocena świata i możliwość spojrzenia na świat inaczej. Oczami autora.

Doping like never before Ćmo! Zrobiłeś to zuchu!

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *