Gdy myślę o człowieku w nowym środowisku, przypomina mi się pewna sentencja Charlesa Bukowskiego „Gdy jestem wśród nowych osób, mogę zostać kim zechcę, mimo to zawsze wolę pozostać sobą” Zastanawia mnie, co sprawia, że człowiek, mając do dyspozycji okazje wykreowania całkowicie nowej, pociągającej osobowości zawsze wybiera swoją, niezależnie od tego, jak wiele ma sobie do zarzucenia. Mam wrażenie, że jest to niewiarygodne, zważywszy na fakt jak wiele osób, jest przepełnionych oczekiwaniami wobec siebie. Nieśmiali, chcieliby być bardziej pewni siebie, niezbyt otwarci ludzie marzą o tym, aby móc łatwiej nawiązywać kontakty, a spięci pragną rzadziej żyć w stresie . Niektórzy ludzie podejmują wyzwanie zerwania z dotychczasowym wyobrażeniem siebie. Dlaczego tak często kończy się to fiaskiem?
Człowiek stale jest koordynatorem swojego wizerunku w nowym świecie. Swoim zachowaniem wywiera wpływ na to, jak postrzegają go inni nawet wtedy, gdy nie zdaje sobie z tego sprawy. Np. bezwiednie przygryzanie ołówka w zamyśleniu może sprawić, że inni pomyślą o nas jako o kimś niedbałym. Udawanie, mimo iż związane z dużym wysiłkiem powinno nieść ze sobą potężną korzyść w postaci zbliżenia się do swojego „ja idealnego” obraz siebie, takiego jakim byśmy cieli chcieli stać. Mam przeczucie, że człowiek wśród nowych osób zachowuje się analogicznie do zwierzęcia w nowym środowisku. Przykładowo: stary, ospały kocur w obcym środowisku ma bardziej podniesione uszy i żywo się rozgląda, tak samo człowiek wcześniej niewykazujący zainteresowania otoczeniem, teraz przechodzi w stan podwyższonej uwagi. Człowiek angażuje się w obserwowanie otoczenia. Nowe miejsce wywiera presję do przystosowania się i zachowania czujności wobec potencjalnych zagrożeń. Moim zdaniem może to wynikać stąd, że akceptacja w społeczeństwie była konieczna dla przetrwania. Człowiek wyewoluował w sposób mający umożliwić szybkie przystosowanie się do nowego środowiska ponieważ ci którzy swoim postępowaniem odbiegali od przyjętych norm społecznych byli piętnowani przez otaczających ich ludzi. W nowym świecie gdzie liczy się szybkie wysuwanie trafnych spostrzeżeń, człowiek układa opinie o otaczających go osobach bez dostatecznego poznania ich. Skutkuje to brakiem obiektywizmu w ocenie drugiego człowiek. Nagłe kreowanie się na lepszą wersją siebie, na tzw. „ja powinnościowe” wśród nowych osób jest według mnie niezwykle trudne.
Dzieje się tak, ponieważ o kształcie naszego wizerunku decydują różnego rodzaju subtelności. Np. ja chcąc wyglądać na osobę pewną siebie, otwartą, i zdecydowaną tak bardzo skupiłem się na udawaniu, że mimo woli wzdrygnąłem się przestraszony na dźwięk dzwonka. Z uwagi na kontrast z moim dotychczasowym zachowaniem było to zdecydowanie lepiej zapamiętane niż mój pewny krok i podniesiona dumnie głowa. Choć powiedziałbym, że w tkwi we mnie potencjał osoby pewnej siebie, to jednak kształtując się na ekstrawertyka, nie byłem przygotowany na sytuacje wymagające pewnej elastyczności w zachowaniu. Tę sytuacje ilustruje pewne zjawisko omówione przez Mihia Kaku w książce pt. „Przyszłość Umysłu.”. Polega ono na tym, że gdy dana osoba ma do czynienia z maszyną, zachowującą niemal tak samo jak człowiek, doznaje niepokoju ponieważ rzeczy, typowe dla człowieka i maszyny w zestawieniu tworzą obraz do którego ludzki umysł nie jest przyzwyczajony .
Według mnie podobne zjawisko zachodzi wtedy gdy otoczenie ma do czynienia z hipokrytą. Nawet gdy mamy przed oczyma osobę prawie perfekcyjnie udającą to jednak subtelne nawyki świadczące o jego prawdziwym usposobieniu sprawiają, że wygląda ona bardzo nieautentycznie.
Każdy obcy w nowym otoczeniu dąży do wytworzenia własnej strefy komfortu. Ustabilizowanej sytuacji, w której jednostka nie odczuwa presji oczekiwań otoczenia wobec siebie i jej wizerunek jest zgodny z własnym poczuciem „ja”. Uważam, że czymś, co wywiera szczególny wpływ, na kształtowanie się wizerunku jest memetyka autorstwa. Richarda Dawkinsa. Choć termin memów początkowo odnosił do genetyki, to jednak z czasem został też zdefiniowany jako zjawisko kulturowe. Większość z nas spotkała się z memetyką za sprawą tzw. memów internetowych, czyli ilustracji, które z niewiadomych przyczyn niezwykle łatwo rozprowadzają się w sieci. Memy to pakiety informacji, które rozróżnia zdolność do rozprowadzania się u coraz większej liczby osób. Jako obcy jesteśmy roznosicielami memów. Najczęściej nie jesteśmy w stanie przywidzieć jakie pojedyncze memy mieszczące się w ogóle naszych zachowań, nawyków i specyficznych wyrażeń, którymi się posługujemy, łatwiej zostaną rozprowadzone w świadomości u większej zbiorowości.
Im bardziej nietypowe są pakiety informacji, które roznosimy, tym mają większą zdolność interakcji z otoczeniem. Np. u mnie takim memem jest nietypowy sposób wyrażania się. Często używam wyrażenia „o jejku” lub różnego rodzaju neologizmów, gdy rozmawiam ze znajomymi. Choć nie jest to głównym składnikiem mojej osobowości, to sprawia, że jest najczęstszym elementem kreującym mój obraz w oczach innych za każdym razem, gdy znajduje się w nowym środowisku.
Memami są także elementy naszego wyglądu. W minipowieści „Skazani na Shawshank” autorstwa Stephena Kinga, gdy Ellis Redding spotyka głównego bohatera Andiego Dufreens’a wielką uwagę u niego zwróciły jego zadbane paznokcie. Ten ewenement oraz inne szczegóły zadecydowały o tym, że szybko wzbudził w nim zaufanie. Być może dlatego, że wygląd paznokci Andiego Dufrens’a bardzo kontrastował z niechlujnym wyglądem dłoni innych współwięźniów.
Nie tylko te rzeczy, które kojarzą nam się z czymś dobrym, mogą wpłynąć na wizerunek w korzystny!sposób, ale również te dziwaczne, które budzą nasze niezadowolenie wstręt, a nawet niepokój. Nasz umysł nie posiada żadnego kategorycznego zbioru cech, które są idealnie pozytywnymi i idealnie negatywnymi. W tym miejscu przypomina mi się film „Edward Nożycoręki” reżyserii Tima Burtona. Z miejscowego starego, zapomnianego domostwa do miasteczka trafia Edward, nieprzystosowany do życia w społeczeństwie osobnik o bladej cerze z wielkimi ostrymi nożycami zamiast dłoni. Główny bohater został wychowany przez swego stwórcę w atmosferze dobroci i miłości, jednak po jego śmierci nie miał możliwości interakcji z szerszym gronem, osób co w znacznym stopniu utrudnia mu zaaklimatyzowanie się w nowym świecie. Ze względu na swój gotycki, mroczny wygląd oraz nieśmiałe, tajemnicze usposobienie zestawione z groźnymi nożycami budził u ludzi zakłopotanie oraz niepokój. Brak kończyn utrudniał mu zachowanie przyjacielskich relacji z otoczeniem. Przy stole niezręcznie czuł się, usiłując dopasować się do panujących zwyczajów. Próbował dwoma monumentalnymi nożycami niezręcznie uchwycić groszek, nie mówiąc już o tak prozaicznym, przyjacielskim geście jak choćby uścisk dłoni. Jednak jego wrodzona wrażliwość decyduje o jego artystycznej kreatywności. Otoczenie zauważa, jak pięknie potrafi przystrzyc ogród, tworzyć niezwykle rzeźby w lodzie oraz co przysporzyło mu wielbicieli, robić piękne fryzury. To, co kiedyś decydowało o lęku, od tej chwili budziło sentyment i podziw.
Według mnie niektórzy ludzie decydują się na przyjaźń z nowo poznanymi osobami nie dla zaspokojenia swych pragnień dotyczących identyfikacji z kimś innym. Często zauważa się, że przyjacielskie stosunki żywią między sobą osoby o zupełnie przeciwstawnych biegunach swojego usposobienia, poglądów bądź ogólnego spojrzenia na świat. Bywa, że osoby decydując na przyjaźń, kierują się chęcią przeżycia czegoś niezwykłego lub twórczego. Taki motyw przyjaźni został wykorzystany w serialu pt. Dr House. Tytułowy bohater Gregory House to aspołeczny i cyniczny lekarz kierujący grupą diagnostyczną stawiający w pracy oraz w relacjach międzyludzkich racjonalizm ponad współczucie. Pracownicy szpitala go nie cierpią, ale budzi w nich respekt z uwagi na swe zdolności w diagnostyce chorób. „Ofiarą” jego przyjaźni staje się James Wilson, któremu uszczypliwe uwagi Dr. Hous’a pomagają niekiedy bardziej niż przyjacielskie klepnięcia po ramieniu. Nawet po zerwaniu przyjaźni po śmierci swojej kochanej James Wilson ku naszemu zaskoczeniu z powrotem pragnie przywrócić stosunki z Hous’em. W jednym odcinku Wilson ma nakaz zawiezienia dr. Hous’a na pogrzeb swojego ojca. Tytułowy bohater na pogrzebie wygłosił kontrowersyjną przemowę, w której krytykuje zmarłego generała, jego zmarłego ojca. „Na sali są tylko żołnierze niżsi stopniem, nie dziwi mnie to ponieważ mój ojciec nigdy nie szanował podwładnych” Wprawia tym w osłupienie wszystkich słuchaczy. James Wilson krytykuje Hous’a za nie nieuprzejme zachowanie. W przepływie gniewu łapie za butelkę i zbija nią kościelny witraż i o dziwo odkrywa, że ta chwila była niezwykłą chwilą wytchnienia w jego dotychczasowym, przepełnionym rozpaczą życiu.
Nie tylko otoczenie może ukształtować opinię o danej jednostce pod wpływem memu, ale również vice versa. Przykładem osoby, która szybko nabywa opinie o otoczeniu, jest człowiek który stał się ofiarą żartu, gdy np. omyłkowo usiądzie na baloniku wypełnionym powietrzem kolokwialnie nazywanym „pierdziołkiem”. Taka osoba może przypisać złośliwość całej swojej klasie, w dodatku najbardziej wrogo staje się nastawiona do tych osób, które śmieją się najgłośniej. Warto przy tym zauważyć, że śmiech jest reakcją niezależną od naszej woli. Prawdziwy oprawca być może siedzi w tej chwili w tylnej ławce z nikłym uśmiechem satysfakcji. Zachowania w nowej klasie są odzwierciedleniem bardziej złożonych procesów w szerszym społeczeństwie. Zgodnie z tzw. efektem potwierdzenia osoba skrzywdzona ma tendencje do w wypatrywania w otoczeniu dalszych złych zachowań, co utrudnia nawiązanie dobrych relacji.
Nie można przewidzieć, jakie dokładnie interakcje zajdą wśród osób w danym otoczeniu, ponieważ są one przypadkowe. W moim odczuciu odpowiada za to tzw. efekt motyla. Anegdotycznie tytuł mówi o tym, że trzepot skrzydeł motyla w Ohio może z czasem spowodować burzę piaskową w Teksasie. Każde drobne zdarzenie, zmiana implikuje następne, wszystkie one postępują w sposób eskalacyjny, kumulując się ze sobą tak, że wynik jest zupełnie inny, niż by był w wypadku niezaistnienia pierwotnego zdarzenia. Nowe środowisko jest w wysokim stopniu podatne na zmiany, a w każdym z nich możemy spotykać naszych potencjalnych wrogów, przyjaciół oraz nawet naszą nową miłość. Każda z osób nie jest przeznaczona do bycia którakolwiek z nich. Trudno jest wymagać od przypadku, że znajdziemy osobę idealnie zaprojektowaną dla nas. Niekoniecznie wszystko działa w myśl zasady „Ten jest wart najwięcej uwagi, kogo najbardziej słychać”. Otoczenie to zbiór nakładających się memów, a my jako obcy będącymi koordynatorami przyjmowania szans, które chcemy otrzymać, możemy się czegoś podjąć i wprowadzić jedną, małą zmianę wśród swoich.