Chcę tutaj kwestię niektórych porad życiowych w internecie, nie praktycznych, życiowych, skrytykować i otwarcie potępić. Nawet specjalistyczni, wysoce uznani psychoterapeuci i psychiatrzy podkreślają, zawsze, że internet nie służy leczeniu poważnych przypadłości i najważniejsza jest wizyta. Doceniam dobrą intencję i wiarę twórców pragnących pomóc osobom w trudnej sytuacji, ale dosłownie, błagam. Uszanujcie naukową wiedzę.

Moim zdaniem. Nie można z nikim bezpośrednio dyskutować o zachowanie życia. Są to osoby najczęściej w ciężkiej depresji. Te prośby, argumenty, niemal na pewno zostaną zinterpretowane przez pryzmat choroby ”O nie, jaki ja jestem egoistyczny i głupi, jak mogę tak dalej żyć i rozczarowywać innych swoim marudzeniem o beznadziei. Nie zasługuje na niczyją troskę, zaoszczędzę innym cierpienia”. Co potęguje tylko cierpienie naszych adresatów właśnie.

Wszystko co można zrobić to skupić się na genezie myśli samobójczych. Uświadomić innych w temacie depresji czyli jak z nią postępować. Co najważniejsze podkreślać wagę wizyt psychoterapeutycznych. Wszystkie internetowe rady  – Życie nie jest twoją własnością, raczej Ci przysługuje. Lub też: Nie jesteś świadom wszystkich możliwości. – Są powszechnie znane przez co brzmią jakby innym sugerowało się głupotę. Mówiąc tak narażamy samych siebie, na ciche schlebianie sobie i ignorowanie uczuć innych.  Zawsze jednak sprawiamy takie wrażenie. Pomoc może być ukazywana tylko w twarzą w twarz.

Co warte zaznaczenia, nie oceniając i nie bawiąc się w specjalistę od porad życiowych. Okazywać troskę i wparcia, bliskość, zrozumienie, wysłuchanie oraz zachęcanie do specjalistycznej pomocy. Co można zrobić w internecie? Jak już mówiłem, edukować innych w temacie depresji. Tępić absurdy. W ten jeden możliwy i zmuszony jestem powiedzieć, jedyny słuszny sposób można przyczynić się do pomocy tym osobom w jakimś stopniu. To wymaga dużej wiedzy i wrażliwości.

Pomysł, że jakikolwiek blog jest wstanie zmienić czyjeś życie w istotowy i radykalny sposób, zwłaszcza jeśli chodzi o kwestię czyjegoś samobójstwa uważam za naiwny. Pyszny, a nawet szkodliwy. Rzecz jest poważna i nie mam zamiaru nikogo za to przepraszać. Piszę to w trosce o czyjąś świadomość.

*

Kto wie jaki impuls przyłożył komuś lufę do skroni?