Menu

Lubię czuć się głupim.

12 stycznia 2017 - Felietony

Mimo że wielu uważa się za inteligentnych np., językowo, często nie potrafią oni w prosty sposób zdefiniować, tego, czym jest inteligencja. Większość ludzi (to oczywiste) uważa się za inteligentnych, by mieć powód do dobrego myślenia o sobie. Nigdy jednak nie uważałem się za inteligentnego z tego powodu. Było wręcz odwrotnie, chciałem docenić swoje zdolności myślowe dlatego, aby nie myśleć o sobie źle. (Może wydawać się to ze sobą równoznaczne, ale chodzi tutaj o sam akcent. niepodtrzymanie optymizmu lub zablokowanie pesymizmu). Głupota od zawsze mnie demotywowała. Choć często byłem wyśmiewany, nic bardziej nie odbierało mi chęci do tworzenia jak spotkanie żywej skamieliny australopiteka, z czaszką wielkości puszki. Gdy ktoś pokazuje mi kompilacje „śmiesznych wypadków”, równie dobrze mógłby mi pokazać, pokaz mody strojów pogrzebowych. Mimo że lubię czarny humor, nagrody Darwina mnie nie bawią (Nie, nie ignorancie. Eugenika* to nie ewolucjonizm, wbrew temu, co usłyszałeś w filmie Brauna). Nie chciałem nawet wiedzieć o głupocie lub słyszeć określenie mało inteligenty. Wolałem żyć w iluzji, że absurd w innych ludziach nie istnieje. Czy jestem inteligenty? Może czas spojrzeć na kilka moich rodzai inteligenty.

Inteligencja wizualno-przestrzenna, zdolność do orientowania się w przestrzeni oraz wyobrażania sobie kształtów i wyglądu obiektów. Ten rodzaj inteligencji jest najbardziej widoczny np. u malarzy, architektów i taksówkarzy. Te umiejętności przydają się w szachach, grze, którą uwielbiam. (Również logika, dostrzeganie związków przyczynowo-skutkowych) Dobra rozgrywka rozstrzyga się na dwóch płaszczyznach, wiedzy o pewnych prawidłowościach (np. jak rozpocząć grę, aby wysunąć jak najwięcej figur, czy na czym polega zdobywanie większego zasięgu figur na szachownicy) oraz zgrabnym wyobrażania sobie konsekwencji posunięć. Choć potrafię poruszać się figurami w logiczny sposób, czyli nigdy nie robię niepotrzebnych ruchów jak początkujący gracze, to gdy sytuacja staje się zbyt napięta (najczęściej środkowa faza gry, w której toczy się bój o znaczącą przewagę) trudno mi, wpaść mi na pomysł, jakie jest najrozsądniejsze posunięcie. W ramach ciekawostki mistrzowie szachowi potrafią, potrafią odwzorowywać skomplikowane rozgrywki i grać rozmawiając przez telefon. Choć jestem dobrym szachistą, nie potrafię orientować się w przestrzeni, wciąż gubię się w swoim liceum, a nawet mam problem z odczytaniem godziny na zegarze, mimo że wiem jak, on działa. Na każdą ze wskazówek muszę patrzeć z osobna, a nie potrafię spojrzeć na zegar jako całość. Jestem w tym zakresie poniżej przeciętny. Jako dzieciak dłużej zajęło mi ogarnięcie, gdzie jest, a gdzie lewo. Jeśli wiesz, że do pizzerii trzeba dojść ulicą Kościuszki do rynku, a potem skręcić w na prawo od przystanku, dla mnie już jesteś żywym GPS-em.

Teraz zajmiemy się inteligencją intrer i intrapersonalną. Pierwsza to smykałka to rozeznawania się w stanach i sytuacjach w innych osób nawet bez odnoszenia się do własnej osoby. (Zuza ma problem z chłopakiem, ja też miałam problem ze swoim związkiem. Powiem jej, jak ja sobie z tym poradziłam). Umiejętności interpersonalne, określają znajomość własnych emocji oraz ich przyczyn.

Osoby z tą cechą odznaczają się dużą wiedzą o samym sobie, mają refleksyjną naturę. Jeden wspólnie występuję z ekstrawertyzmem, drugi natomiast z introwertyzmem. Kiedyś jako małe ćwiczenie w przygotowaniu na konkurs psychologiczny miałem wraz ze znajomymi opisać się wzajemnie. Wybrałem osobę, z którą mam najbardziej powierzchowne kontakty. Większość rzeczy, a trochę ich było, okazała się poprawna. Pewnie dlatego, że jej osobowość, znacznie kontrastowała z moją. Paradoksalnie nie wybrałem osoby, którą znałem najlepiej, ponieważ gubiłem się wśród osobistego stosunku do niej. Czy znamy się na ludziach, tak jak nam się wydaję? Jeśli widzimy kogoś ładnego, skłonni jesteśmy od razu uznać, że ma też inne dobre cechy? To dopiero taka jedna z setek takich rzeczy. Dobrze ujął to Marco Kubiś w jednym ze swoich filmików. Gdy widzimy osoby wokół siebie, możemy powiedzieć np. „O to jest ta, co lubi kawę, to ten, który chodzi ciągle poddenerwowany” Natomiast samego siebie nie możemy ująć w jednym zdaniu, my jesteśmy na to zbyt skomplikowani. Wyobraźcie sobie, że najtrudniej scharakteryzować mi moich przyjaciół. I tu być może ujawnia się inna rzecz, może mylę empatię z analizowaniem innych. Empatia, co to jest tak w ogóle? Mało kto posiada empatię. Nie potrafię udzielać rad i nie chodzi mi tutaj o takie coś jak „Następnym razem będzie lepiej. Na świecie jest innych wiele osób”. Każdy okazuje się specjalistą w rozwiązywaniu życiowych zagadnień szkoda tylko, że nikt zdaje się nie wiedzieć, (tak, tak wszyscy, wiemy.), że inni funkcjonują w innych kategoriach, takich, których możesz sobie nie wyobrazić jako ty. Gdy sięgnąłem po książkę o pamięci, byłem zszokowany. Dowiedziałem się, że, niektórzy nie potrafią wyobrażać sobie rzeczy „widzieć je oczyma wyobraźni,” a inni z kolei potrafią „widzieć” te rzeczy w dokładnie odwzorowany w sposób nawet ze szczegółami, na które świadomie nie zwrócili uwagi. Kto mi da pewność, że jest inaczej gdy próbuje wczuć się w sytuacje drugiego człowieka? Wolę być ostrożnym, aby nie zaszufladkować kogoś w miejsce, które dobrze znam, sam je sobie poukładałem.

Jestem o wiele bardziej refleksyjny. Widać to w moich opowiadaniach. Skupiam się w nich na przeżyciach głównego bohatera, natomiast o wiele trudniej jest mi napisać dialog. Myślę, nawet za dużo. Piję herbatę i jestem tak zabsorbowany, że po chwili dziwię się, ponieważ widzę siebie w lustrze ze szczotką w zębach. Podzieliłem sobie nawet w głowie moje życie emocjonalne na trzy etapy. I Zachwyt II Zrezygnowanie III Marzycielstwo. Można odnieść wrażenie, że dużo dzieje się w moim życiu, tymczasem tak nie jest. Zostawcie mnie z książką, kawą, zostawcie samego. Co wynika z moich przemyśleń? Wiele z nich po prostu ze znikąd pojawia się mi się głowie, zaczynam mieć wątpliwości, które naprawdę pochodzą ode mnie. Jeśli pomyślałem o kawie i po chwili poczułem jej zapach, to miałem ochotę na nią już wcześniej? Teraz? A może to zwykła nuda i potrzebuje kubku w ręku, by nie czuć się bezczynnie? Czemu ja tak wszystko analizuje, może to przez ten film popularnonaukowy co ostatnio oglądałem? Coś we mnie sprawia, że nie wiem jak to rozwinąć. Gdy myślę o sobie, widzę wiele rozgałęzień i każdy z nich może wydać się prawdziwy co i niepotrzebny. Myślę, że nasza osobowość jest jak szkło. Każdy powie, że potrafi ją przejrzeć, zna ją, bo jest własna i przezroczysta. Jednak gdy weźmiemy szkło w dłonie i obejrzymy krawędzi, to wówczas ukazuję się ono jako nieprzeniknione.

Co z moimi zdolnościami językowymi, czyli zasobem słownictwa i merytorycznym sposobem mówienia? Piszę, ale mam problem z fiksowaniem się. Określam coś w dany sposób i odnosząc się do tego samego, trudno jest mi powstrzymać się od już powstałego skojarzenia. W dodatku lubię trudne słowa i gdy rozmawiam (O właśnie, znowu ta trudność) w ferworze, boję się takim wyrażeniem, by nie wyjść na mądrale. Resztę możecie ocenić sami.

Czy jestem inteligenty? Nie interesuje mnie to. Dostałem piątkę z fizyki i po tym nauczycielka pochwaliła mnie, mówiąc, że jestem niezwykły. Zdałem wtedy sprawę, że przez ten cały czas, gdy o tym czytałem, lubiłem czuć moje ogromne granice. Do tej pory pamiętam, jak ślęczałem przy słowniku, by zrozumieć książkę, w której co drugie zdanie pojawiało się jakieś skomplikowane wyrażenie. Nie można ot tak ocenić czyjejś inteligencji. Aż trudno nie odnieść mi się do przygotowań w konkursie. Psycholog przeczytała pewną opinię czyjejś osoby i gdy pojawiło się określenie „inteligenty”, powiedziała, że jest w stanie tego określić i musiałaby to zbadać, choć rozmawiała z nią. Inteligencja jest problematyczna. Ograłbym początkującego gracza w szachy i przeceniłby moją orientację w przestrzeni. Ktoś patrzyłby z daleka, jak pisze, (jak właśnie teraz) to prawdopodobnie uznałby, że mam problem z wyrażaniem myśli. Powierzchowne informacje, w odpowiednich sytuacjach mogą dawać nie prawdziwy, aczkolwiek sugestywny obraz. Za zbyt wiele informacji może zrobić mętlik w głowie. Inteligencja w potocznym użyciu ma zbyt emocjonalny wydźwięk, może mówimy jedynie o swoim osobistym stosunku do danej osoby. Zauważyłem, że nawet wybiórcza wiedza wybija nas znacząco ponadprzeciętność. Przestałem mówić o ludziach jako głupich i inteligentnych, a zacząłem dzielić ich na nudnych i ciekawych. Eksperymentalnie udowodnieniu, że ludzie o niższej inteligencji przeceniają swoje możliwości, inteligentni natomiast je zaniżają. Jest tak dlatego, że ludzie o wysokich kompetencjach są bardziej świadomi swoich braków i budzi się w nich poczucie maleńkości wobec ogromu wiedzy. Lubię rozmawiać z ludźmi, którzy wiedzą o czymś znacznie więcej ode mnie, lub czytać. Wtedy świat wydaję mi się bardziej niezmierzony. To jak widzieć naprzeciwko siebie drzwi do geniuszu i uświadomić sobie, że nie dzielą nas od nich kilometry, a lata świetlne. To chroni przed popadnięciem w próżność. Lubię czuć się głupim. Wielu osobom nie dorównuje, ale pobudza mnie świadomość, że dzielę z nimi ten sam podziw. I to jest piękniejsze niż mówienie – Jestem inteligenty.

 

 

 

2 myśli nt. „Lubię czuć się głupim.

KrzywiK

Kolejna świetna dywagacja na temat którego odbiór utarty jest przez strach ludzi przed byciem „głupimi”. Całkowicie zgadzam się z Tobą w tej kwestii jak i w wielu poprzednich. Jedynie w ostatnim akapicie zabrakło mi stwierdzenia pewnego faktu. Jeżeli małymi krokami takimi jak wspomniana przez Ciebie dokonywanie własnych analiz, czerpania wiedzy z książek, filmów i wszelkich innych źródeł będziemy brnąć do „bram geniuszu” to szybko może okazać się że przemierzyliśmy bardzo długą drogę. Ważne jednak by nie poprzestawać na laurach ile już za nami, jak bogaci w wiedzę i doświadczenia jesteśmy. Ważne by zawsze widzieć przed sobą kolejny szczyt do zdobycia.

Pozdrawiam serdecznie i czekam na kolejne materiały!

Odpowiedz
KrzywiK

Spamię wiem, ale miał być tekst. ;P

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *